akmed@akmedcentrum.eu

ul. Mokotowska 6a, Warszawa

news

VIP-y i uzależnienie

VIP-y i uzależnienie

VIP (ang. Very Important Person – bardzo ważna osoba) to osoba o szczególnym statusie związanym z wykonywaną funkcją lub posiadanym majątkiem, przedmiotem. Za VIP-ów uważani są najczęściej politycy, osoby pełniące różne publiczne funkcje, biznesmeni, prezesi i dyrektorzy w korporacjach, popularni aktorzy lub piosenkarze i wielu jeszcze innych.

W 1986 roku miałem okazję spotkać Buzz’a Aldrina, jednego z dwóch amerykańskich astronautów, którzy w 1969 roku stanęli na księżycu. W okresie wizyty w Polsce nie pił już od wielu lat dzięki Wspólnocie Anonimowych Alkoholików, a na temat swojego alkoholizmu  mówił bardzo otwarcie i szczerze, ponieważ dobrze rozumiał, że jest to choroba, a nie przejaw słabości („słabej woli”), głupoty czy „złego charakteru”. Do uzależnienia od alkoholu przyznawało się jeszcze wiele innych bardzo znanych osób. Ze swoim alkoholizmem nie krył się 43 prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush jr., który zdecydował się na abstynencję w połowie lat 80., a  44 prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama nie ukrywa tego, że jego ojciec był alkoholikiem. W Polsce również nie ukrywają swojej choroby różne znane i wybitne osoby. Otwarcie mówił o swoim uzależnieniu od alkoholu m.in. prof. Wiktor Osiatyński, pisarz i publicysta a jednocześnie wybitny prawnik-konstytucjonalista i wykładowca akademicki, który zmarł w 2017 r. po 34 latach życia w trzeźwości, a z którym miałem przyjemność i szczęście współpracować. W okresie swojego nowego, trzeźwego życia zainicjował w Polsce i propagował idee – praw człowieka (Human Rights) oraz praw obywatelskich. Jednocześnie z wielkim zaangażowaniem pomagał osobom uzależnionym od alkoholu, przyczyniając się wydatnie do dynamicznego rozwoju polskiej Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Angażował się również w działalność na rzecz poprawy jakości profesjonalnej pomocy osobom uzależnionym, poprzez organizowanie szkoleń krajowych i zagranicznych dla pracowników lecznictwa odwykowego w Polsce, w ramach utworzonej przez siebie w 1989 roku Komisji Edukacji w dziedzinie Alkoholizmu i innych Uzależnień. Ze swoim uzależnieniem nie kryje się niepijąca od lat 90. wspaniała nasza aktorka Stanisława Celińska oraz podążający tym samym śladem b. v-minister zdrowia, a później senator i europoseł Bolesław Piecha, a także świetni, polscy aktorzy jak np. Borys SzycOlaf Lubaszenko czy Jerzy Bończak.  Do alkoholizmu przyznało się wiele innych bardzo znanych, niezwykle utalentowanych i cenionych osób, takich jak np. światowej sławy aktorzy – Demi More, Mel Gibson, Al Pacino, Anthony Hopkins, Ben Affleck, Britney Spears, Brad Pitt, gitarzysta, wokalista i kompozytor Eric Clapton, muzyk i piosenkarz country Johnny Cash, modelka Naomi Campbell, sportowcy: tenisista Borys Becker, fiński skoczek Matti Nykanen, angielscy piłkarze George Best i Paul Gascoigne. Otwarcie mówiła także o swoim alkoholizmie, zmarła w 93 r.ż., po 33 latach życia w trzeźwości – Betty Ford (żona 38 prezydenta USA – Geralda Forda), która jako pierwsza ze znanych osób przyznała się do swojego alkoholizmu. W 1978 roku odbyła leczenie, a w 1982 roku założyła ekskluzywny ośrodek terapeutyczny dla osób uzależnionych od alkoholu (Betty Ford Center), w którym leczyli się m.in. Elizabeth Taylor, Liza Minelli, Lindsay Lohan, Robin Wiliams, Tony Curtis i Robert Mitchum (w 2014 r. doszło do połączenia z Hazelden Foundation i powstała sieć ośrodków Hazelden Betty Ford Foundation). Alkoholikami byli światowej sławy pisarze – Jack London,  Truman Capote, Scott Fitzgerald, Edgar Poe, Orson Welles, Charles Baudelaire, Charles Bukowski, Vladimir Nabokov, laureaci nagrody Nobla John Steinbeck, Wiliam Faulkner oraz Ernest Hemingway, a także  znakomici malarze Maurice Utrillo, Vincent van Gogh i Edward Munch oraz rosyjski bard Włodzimierz Wysocki. Wiadomo, że bardzo modnym w swoim czasie absyntem nie gardzili – Eduard Manet i Pablo Picasso. Od alkoholu i od innych używek nie stronił też Stanisław Ignacy Witkiewicz, a to co pił i brał oraz w jakich ilościach, zawsze odnotowywał na malowanych portretach. Choroba ta nie omijała polityków, przywódców państw czy znanych odkrywców. O alkoholizm jest posądzany Aleksander Wielki (Aleksander Macedoński, 356 p.n.e.- 323 p. n.e.), twórca imperium, który pomimo swojego krótkiego życia i tylko 150 cm. wzrostu, uznawany jest za jednego z najwybitniejszych dowódców i strategów w historii świata. Nie można wykluczyć, że alkohol zawładnął portugalskim podróżnikiem Ferdynandem Magellanem, który jako pierwszy opłynął kulę ziemską, a w niezbyt odległych czasach Elżbietą, angielską królową – matką, która pomimo systematycznego sączenia napojów alkoholowych, musiała mieć niespotykane zdrowie, bo przeżyła aż 101 lat. Alkoholikami byli też: jeden z ojców-założycieli Stanów Zjednoczonych – Benjamin Franklin,  kolejni prezydenci Stanów Zjednoczonych Ulisses S. Grant (18) i Richard Nixon (37), premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, prezydent Rosji Borys Jelcyn. Za obecnością problemu alkoholowego, a może nawet uzależnienia, mogą świadczyć niektóre zachowania jakie demonstrował b. premier Luksemburga, a później przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Nie jest też tajemnicą, że alkoholikiem był pierwszy kosmonauta Jurij Gagarin. Niestety wiele znanych osób nie potrafiło poradzić sobie z uzależnieniem i zmarło z powodu powikłań alkoholizmu np. aktor Richard Burton (wylew krwi do mózgu), wokalistka jazzowa Billie Holiday (marskość wątroby i choroba serca) czy rosyjski kompozytor Modest Musorgski, twórca popularnej opery Borys Godunow, który po prostu „zapił się”. Niektórzy odeszli z tego świata mieszając alkohol z narkotykami lub lekami (Judy Garland, Marilyn Monroe, Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, Elvis Presley, Michaela Jackson, Whitney Houston, Amy Winehouse  czy wokalista Dżemu – Ryszard Riedl). W Polsce, problemy z alkoholem mieli m.in. Stanisław Przybyszewski, Agnieszka Osiecka, Władysław Broniewski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Rafał Wojaczek, Edward Stachura, Marek Hłasko, a także znani aktorzy Zdzisław Maklakiewicz, Jan Himilsbach czy Roman Wilhelmi.

 

Znalezienie się w tak doborowym towarzystwie nie powinno być chyba dla nikogo, powodem do wstydu, a wręcz przeciwnie – przynależnością do niego należałoby się szczycić, powinna ona nobilitować ……. ale jednocześnie skłonić do refleksji nad swoim piciem, bo nie wszystkim udało się zatrzymać chorobę i niektórych, ta podstępna choroba zabiła.

Każda z wymienionych wyżej osób to VIP z problemem uzależnienia od alkoholu, leków czy narkotyków albo tzw. „wysokofunkcjonujący alkoholik” (HFA – High Functioning Alcoholic). Szacuje się, że niemal co piąty alkoholik w USA, to właśnie HFA (wg National Institute for Alcohol Abuse and Alcoholism).

Wracając do naszych polskich realiów, to najwięcej moich obserwacji i doświadczeń dotyczących HFA pochodzi ze środowiska kolegów-lekarzy. Niektórzy z nich, często świetni i utytułowani fachowcy, bez reszty oddani swoim pacjentom nie wytrzymują obciążeń związanych z pracą i szukali chwilowego ukojenia w alkoholu, lekach czy narkotykach. Problem „radzenia sobie” z dużymi obciążeniami zawodowymi przy pomocy substancji psychoaktywnych, najczęściej alkoholu, dotyczy oczywiście wielu innych zawodów a nie tylko lekarzy. Znam wielu prawników, aktorów, księży, dziennikarzy, prezesów korporacji czy innych tzw. „celebrytów”, którzy po prostu „pogubili się” w życiu, których przerosły ich sukcesy.  Szkoda tylko, że nieświadomość a czasami również pycha nie pozwoliły wielu z nich na podjecie leczenia a ci, którzy jeszcze żyją, zbyt często lekceważą problem i nie zauważają jak powoli tracą „grunt pod nogami”.

Osoby pijące alkohol w sposób ryzykowny lub szkodliwy oraz te, które zdążyły się już od niego uzależnić, ale na dzień dzisiejszy jeszcze dobrze, a często nawet bardzo dobrze funkcjonują – rzadko kiedy zastanawiają się nad tym, dokąd może doprowadzić nieumiarkowane picie alkoholu. Celowo z naciskiem używam słowa jeszcze, bo byłem świadkiem wielu życiowych tragedii ludzi, którym przez wiele lat wydawało się, że skoro potrafili dużo w swoim życiu osiągnąć, samodzielnie rozwiązać masę zawodowych i życiowych problemów, są również w stanie poradzić sobie z własnym problemem alkoholowym „siłą woli”. Z tego powodu, pomimo licznych sygnałów ze strony życzliwych im osób, nie traktowali problemu poważnie. Ten sposób postępowania sprawdzał się niestety, tylko do pewnego momentu, a później dochodziło do katastrofy. Podczas ponad 40-letniej pracy z osobami uzależnionymi byłem świadkiem nie jednej katastrofy i nie jednego upadku z bardzo wysoka, osób odrzucających pomoc i głęboko przekonanych o swojej omnipotencji.

Po ponad 40 latach pracy z osobami uzależnionymi od alkoholu i z ich bliskimi wiem doskonale, jak trudno jest przekonać przeciętnego alkoholika (nawet takiego, który zdążył już ponieść spore straty z powodu picia alkoholu) do zastanowienia się nad swoim stanem i skłonić go do spotkania ze specjalistą terapii uzależnień. Wiem też dobrze, że większość osób uzależnionych od alkoholu ma duży „opór” przed podjęciem leczenia odwykowego (terapii uzależnienia), ponieważ m.in.:

  • boi się stygmatyzacji,
  • wstydzi się przyznać do problemu lub uważa, że problem nie jest wystarczająco poważny,
  • jest przekonana, że sama sobie poradzi z problemem,
  • nie wyobraża sobie mówienia o własnych problemach z obcymi osobami oraz na forum grupy terapeutycznej,
  • ma negatywny stosunek do leczenia, choć jednocześnie nie wie, na czym ono faktycznie polega lub ma błędne informacje na jego temat.

Nie należy się więc dziwić, że ok. 80% osób uzależnionych skrzętnie ukrywa swoje picie i tym samym nie jest zdiagnozowanych. Szacuje się, że ok. 90% osób uzależnionych nie leczy się; leczenie podejmuje jedynie jedna trzecia tych osób, które zostały zdiagnozowane. W grupie tych niezdiagnozowanych i odrzucających pomoc mieści się przeważająca większość tzw. „alkoholików wysokofunkcjonujących”.

Wiem z doświadczenia, że niezwykle trudne jest przekonanie do kontaktu ze specjalistą (nie mówiąc już o nakłonieniu do leczenia) tych alkoholików, którzy jeszcze dobrze funkcjonują, bo dzięki posiadanym pieniądzom, „dobrym” i „życzliwym” kolegom, sprawnym sekretarkom i asystentkom czy kochającym rodzinom, tak na dobrą sprawę nie ponoszą widocznych konsekwencji picia. Ludzie tacy bardzo rzadko potrafią spojrzeć obiektywnie na swoje postępowanie. Przekazywane im napomnienia w rodzaju „Spotykałem już w swojej praktyce wspaniałych lekarzy (adwokatów, dziennikarzy, księży, architektów, profesorów, dyrektorów i prezesów poważnych firm itd.), którzy z powodu picia alkoholu utracili w końcu wszystko… Warto się zastanowić, nie odrzucać pomocy i dać sobie szansę” pozostają z reguły bez echa. Pomimo wielu jednoznacznie negatywnych faktów oraz różnych argumentów ci „wysokofunkcjonujący” alkoholicy nie dostrzegają swojej choroby i najczęściej odrzucają pomoc. Wierzą, że nic złego z nimi się nie dzieje, a w razie czego na pewno i tak sami sobie dadzą radę, tak jak zawsze radzili sobie w przypadku innych kryzysów życiowych bądź zawodowych.

Kiedy ten opór jest bardzo duży, pozostaje mi tylko przekonywanie bliskich tych osób do podjęcia, na początek, terapii swojego współuzależnienia lub do udziału w Grupach Rodzinnych Al-Anon. Zarówno terapia współuzależnienia jak i Al-Anon pomagają odzyskać równowagę, uczą jak zachowywać się racjonalnie i jak pomóc alkoholikowi w zauważeniu tego, co naprawdę się z nim dzieje.

Część tych osób decyduje się na podjęcie terapii współuzależnienia, jednak znacznie częściej bliskie osoby są tak bardzo zależne od alkoholika (przeważnie finansowo), że boją się zaryzykować i zmienić swoją postawę. Podobnie jak alkoholik nie potrafią wyrwać się z „zaklętego kręgu”. Ciągle próbują pomimo porażek i popełniają te same błędy, bo są przekonane, że dadzą sobie radę same, bez specjalistycznej pomocy. Często stawiają różne wymagania tylko alkoholikowi, osobie chorej i nie widzą potrzeby albo nie potrafią dokonać w swoim postępowaniu takich zmian, które mogłyby pociągnąć za sobą, czy nawet wymusić zmianę postępowania bliskiej, pijącej osoby. Zdarza się, że dopiero po wielu miesiącach a nawet latach, alkoholicy przypominają sobie nasze wcześniejsze rozmowy i moje przewidywania („czarny scenariusz”), w które wówczas nie chcieli wierzyć. Niektórzy wracają, ale już ze znacznie poważniejszymi kłopotami i dopiero wtedy decydują się na  podjęcie terapii. Podobnie postępują ich bliscy, o ile związek przetrwał. Na prawdę nie warto czekać!

Zarówno bliscy, którzy tak bardzo kochają swojego alkoholika, jak i przyjaciele czy inne życzliwe alkoholikowi osoby popełniają nieświadomie wiele błędów, które utrudniają alkoholikowi podjęcie decyzji o zwróceniu się po profesjonalną pomoc i dlatego odkładają ją w czasie. Często bowiem zapominamy, że alkoholizm jest chorobą, do tego przewlekłą i aby pomóc w wyzdrowieniu, trzeba koniecznie zaakceptować ten fakt, przestać się go wstydzić, a być może zrobić nawet coś, czego normalnie „nie robi się” w stosunku do bliskich i co może zostać odebrane przez alkoholika jako nieprzyjazny gest.

Uzyskanie pomocy przez osoby uzależnione od alkoholu i (lub) od innych substancji psychoaktywnych jest w Polsce bardzo proste. Mamy jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą w Europie) sieć placówek leczenia uzależnień, których jest ponad tysiąc. Lecznictwo wspierane jest przez grupy samopomocowe, takie jak Anonimowi Alkoholicy (AA). W Polsce takich grup jest ponad 2500.

 

Jeżeli ktoś życzliwy i zaprzyjaźniony powiedział komuś z Państwa, że picie alkoholu budzi jego niepokój, zapraszam na dyskretne spotkanie. Wówczas wspólnie zastanowimy się nad tym czy problem na prawdę istnieje i czy wymaga on pomocy specjalistycznej.

dr med. Bohdan T. Woronowicz

Więcej:

Skontaktuj się z nami:

Centrum Konsultacyjne AKMED
ul. Mokotowska 6a, Warszawa
e-mail: akmed@akmedcentrum.eu
tel. 608 521 431, 22 825 33 33, 22 8555055